|
- Gratulujemy zwycięstwa w wyborach, choć obejmuje pan stery miasta w bardzo newralgicznym i trudnym momencie. Tak szczerze: wierzył pan w to, że (społeczny) Dawid wygra z (partyjnym) Goliatem, wspieranym przez całą machinę partii władzy na Śląsku?
- Faktycznie coraz częściej przytaczane jest takie porównanie w nawiązaniu do tej mojej walki wyborczej. Oczywiście wiara była, ale w kontekście wyników pierwszej tury – co tu dużo kryć – nie należałem do faworytów finałowego starcia i wiedziałem, że będzie bardzo ciężko o końcowy sukces.
- Bo też Ewa Weber was wszystkich w pierwszej turze wręcz znokautowała, zgarniając 40 procent głosów. Wydawało się, że dogrywka to już tylko formalność…
- To prawda. Jednakże profil i elektorat tych pozostałych kandydatów był jednak dość odległy Ewie Weber. A ponieważ żaden z nich nie poparł jej oficjalnie, uzbieranie owych 10 dodatkowych procent okazało się dla niej niewykonalne. Z tym większą satysfakcją, ale i wdzięcznością wobec mieszkańców, przyjmuję fakt, iż zagłosowało na mnie dodatkowe 34 procent zabrzan, czym niemal potroiłem mój wynik z pierwszej tury. Jest to dla mnie wielkie zobowiązanie i dziękuje wszystkim za obdarzenie mnie zaufaniem.
- Nie czuł pan jednak rozczarowania tym, że oprócz Borysa Borówki nikt z pozostałych kontrkandydatów nie pospieszył z poparciem mimo wcześniejszych ustaleń? Czy to był przykład politycznego koniunkturalizmu, by się nie narażać, a potem szybko przyłączyć do zwycięzcy, ktokolwiek by nim nie został?
- Wydaje się, że tak. Wygrał też chyba po prostu brak wiary w to, że może wygrać inny kandydat niż Ewa Weber. I to mimo tego, że na etapie referendum tak samo źle ocenialiśmy rządy środowiska politycznego pani Weber w mieście.
- A co przeważyło o wygranej: bardziej błędy przeciwniczki czy jednak pana autorski pomysł na kampanię?
- Przy tak wyrównanym wyniku wiele różnych elementów zdecydowało i każdy z nich był równie ważny. Dużym echem odbiła się czwartkowa debata w Telewizji Katowice, to chyba ona była punktem zwrotnym. Istotne było też włączenie się do kampanii ludzi stojących za Borysem Borówką czy osób z innych środowisk, które jeszcze wykrzesały z siebie resztkę sił i agitowały za mną. Czynników sprawczych było zapewne znacznie więcej. Nawet każdy pojedynczy wpis czy komentarz w internecie mógł przysporzyć kilka głosów lub spowodować ich utratę. A przeciwniczce chyba po prostu zabrakło pomysłu na jakieś istotne zdynamizowanie kampanii przed drugą turą i wprowadzenie ożywczego elementu.
- Czy będzie pan próbował pozyskać z powrotem fachowców zwolnionych przez Agnieszkę Rupniewską, a co wyraźnie odbiło się na kondycji samorządu czy obsłudze mieszkańców? Straciliśmy nawet szansę na 80 mln zł z funduszy szwajcarskich, z powodu zbyt słabo skonstruowanego wniosku…
- Na pewno nie planuję żadnych radykalnych zwolnień i posunięć personalnych w stylu pani Rupniewskiej, zamierzam doceniać fachowców i wykształconych urzędników. Natomiast ta odbudowa potencjału personalnego magistratu już została zainicjowana pod tymczasowymi rządami pani Weber i zamierzam to kontynuować. Choć niestety nadal są odczuwalne braki w kilku strategicznych wydziałach, przez co istnieje ryzyko niewywiązywania się urzędu z pewnych procesów i obowiązków. Głównym problemem jest zapewne to, iż zapewne wielu spośród zwolnionych urzędników już znalazła inne źródło dochodu, być może też w sektorze prywatnym. Jeśli jednak ktoś z tych ludzi jest chętny do powrotu to zachęcam, by ponownie do nas aplikować. Wydane przedtem decyzje są nie do odwołania, ale na pewno uruchomimy oficjalne nabory tam, gdzie będzie to niezbędne.
- Co zamierza pan zrobić w dwóch najgłośniejszych sprawach wiszących nad gminą. Chodzi oczywiście o finansowe konsekwencje wynikające z nieprawidłowości w przetargu śmieciowym oraz zablokowania inwestycji na wygaszonej hałdzie z Biskupicach? Wszak zarówno Alba, jak i Fortis Hub już poszły do sądów, by walczyć o odszkodowania...
- Wspólnie z prawnikami urzędowymi chcę spróbować usiąść do stołu rozmów z przedstawicielami obydwóch firm, aby jak najlepiej zabezpieczyć interes finansowy miasta przed koniecznością płacenia ogromnych odszkodowań. Co do kwestii Biskupic to chciałbym jednak wyraźnie podkreślić, że tutaj byłem i jestem po stronie mieszkańców, którzy dostrzegają zagrożenia komfortu i spokoju życia płynące z bliskiej lokalizacji od ich domostw tej inwestycji. Będę oczywiście bronił interesu miasta, ale być może otworzy się droga do jakiegoś kompromisu, by tę inwestycję wykonać w innym, mniej uciążliwym miejscu. Podobnie liczę na rozmowy z Albą i wypracowanie satysfakcjonującego rozwiązania, także w oparciu o prawomocny wyrok wskazujący na pewne nieprawidłowości w przebiegu przetargu. Mam nadzieję, że obydwa nabrzmiałe problemu uda się rozwiązać polubownie. (…) - Czy we wspomnianym programie ostrożnościowym miasta Agnieszka Rupniewska uzgodniła z rządem „na sztywno” jakieś zaskakujące ograniczenia i deklaracje, które budzą pańskie zastrzeżenia, ale i tak będzie trzeba je wdrożyć w życie?
- Na pewno są tam zapisane ograniczenia inwestycyjne w drogownictwo, jak chociażby odnośnie wspomnianej ul. Nowo Hagera. O wiele większym wyzwaniem będą jednak kwestie restrukturyzacji szkolnictwa, bo zapisano w dokumencie konieczność zlikwidowania kilkunastu placówek oświatowych, w tym wspomnianej ZS 17. Jako prezydent będę zobowiązany do przestrzegania tego planu, ale postaram się w miarę możliwości próbować renegocjować te plany, jeśli uznam je za bezcelowe. Inna sprawa, że ze względu na niż demograficzny taka restrukturyzacja szkolnictwa będzie niezbędna. Chodzi jednak o to, by robić to z wyprzedzeniem i w dialogu ze społecznością danej szkoły. (…)
- A jak postrzega pan podjętą przez Radę Miasta obywatelską uchwałę antyimigrancką. W trakcie głosowania wstrzymał się pan od głosu…
- Mówię jednoznacznie – jestem przeciwnikiem mechanizmu przymusowej relokacji migrantów w Unii Europejskiej, będę się temu sprzeciwiał zgodnie z wolą mieszkańców. Oczywiście co do zasady nie jestem zwolennikiem nielegalnej imigracji jako takiej. Jako prawnik od głosu wstrzymałem się dlatego, że uchwała była tylko deklaracją, nie rozwiązywała realnie żadnego problemu i nie gwarantowała nam żadnej ochrony. Natomiast cała ta inicjatywa była ewidentnym działaniem jednej z partii i nastawiona na uzyskanie efektu stricte politycznego. Nie zgadzam się też na to, by przy okazji poruszania takich tematów używać języka nienawiści, braku tolerancji do obcokrajowców. Tych mamy zresztą legalnie w mieście wielu i warto uruchomić narzędzia, które pozwolą im zintegrować się z lokalną społecznością, a nie generować z nimi konflikty. (…)
- Dziękujemy za rozmowę i życzymy w imieniu Czytelników trafnych i dobrych decyzji oraz inicjatyw dla miasta i naszej społeczności lokalnej.
Rozmawiał: PRZEMYSŁAW JARASZ
POWYŻSZY TEKST JEST FRAGMENTEM PUBLIKACJI, DOSTĘPNEJ W CAŁOŚCI W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU POD LINKIEM
https://eprasa.pl/news/głos-zabrza-i-rudy-śl/2025-08-28 |