|
Nadspodziewanie duże emocje przeżywaliśmy dzisiaj wieczorem na Arenie Zabrze. Piłkarze Górnika mieli za zadanie pokonać beniaminka rozgrywek - Wisłę Kraków i z tego zadania w pełni się wywiązali, choć nie obyło się bez kłopotów. Trzecie z rzędu ligowe zwycięstwo odnieśli broniąc się rozpaczliwie w II połowie, bowiem od 56 minuty spotkania grali w dziesięciu (za drugą żółta kartkę z boiska został usunięty Sondre Liseth) przeciw jedenastu rywalom...
Górnik znów - jak to po jednym (w ubiegły czwartek z Ferencvarosem Budapeszt) i przed kolejnym (w najbliższy czwartek z AS Monako) pucharowym meczem - zagrał w przemeblowanym składzie, choć nie na tyle, by zatracić swoją dynamikę gry. Zabrzanie od początku spotkania ruszyli na rywali, w czym prym wiódł zwłaszcza Federico. Te starania dały ostatecznie efekt w 27 minucie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Urbańskiego, w polu karnym mieliśmy dwie główki, aż piłka spadła pod nogi Sadilka, który prostym podbiciem skierował ją w kierunku bramki: piłka, podskakując, minęła nogi obrońców odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Tym sposobem Górnik wygrał I połowę, ciesząc się, że Wisła nie wykorzystała dwóch dobrych sytuacji strzeleckich.
Było jasne, że by w pełni przejąć kontrolę nad spotkaniem trzeba zdobyć drugiego gola i to udało się już w 56 minucie, kiedy to Chłań zdobył bramkę strzałem z rzutu wolnego, który wcześniej wywalczył Liseth. Górnik znalazł się w komfortowej sytuacji, lecz wystarczyło kilka minut, by mecz przybrał diametralnie inny obrót! Bo oto już chwilę później goście zdobyli kontaktowego gola (Schultze nie zdołał wyłapać dośrodkowania z linii końcowej, piłka odbiła się od górnej części poprzeczki i spadła w pole bramkowe, co wykorzystał Jordi Sanchez), a zaraz potem w akcji ofensywnej rywala sfaulował Liseth, a sędzia ukarał go żółtą kartką, drugi raz w meczu, a więc zaraz także czerwoną.
Górnikowi przyszło grać w dziesięciu, co zupełnie zmieniło przebieg meczu. Zabrzanie cofnęli się do raptownej obrony, praktycznie rezygnując z atakowania. To sprawiło, że mecz do końca był dla kibiców gospodarzy trudny w odbiorze. Goście wręcz panoszyli się w zabrzańskim polu karnym, ale stosowanie metody tysiąca podań nie wychodziło im na zdrowie i nie dawało bramkowych sytuacji (najlepszą zmarnował w 89 min. Uryga). Wielki wysiłek w powodzenie meczu wkładali wszyscy zawodnicy Górnika (zwłaszcza Federico i Chłań, którzy wykonywali tytaniczną pracę w defensywie, ale próbowali też czasem iśc z piłką do przodu) i dopięli swego. - Daliśmy z siebie wszystko. Takie zwycięstwo najbardziej smakuje - podsumował na konferencji prasowej trener Michal Gasparik.
Górnik po tej wygranej jest wiceliderem tabeli, choć ma do rozegrania zaległy mecz.
EKSTRAKLASA - 4. kolejka: GÓRNIK ZABRZE - WISŁA KRAKÓW 2-1 (1-0) 1-0 Sadilek (27) 2-0 Chłań (53 - wolny) 2-1 Sanchez (55) GÓRNIK: Philipp Schulze - Michal Sacek (90 Patryk Warczak), Rafał Janicki, Josema, Ondrej Zmrzly (78 Erik Janża) - Peter Federico, Lukas Sadilek, Kacper Urbański (78 Erik Prekop), Paulo Bernardo (60 Paweł Bochniewicz), Maksym Chłań (90 Maximilian Dietz) - Sondre Liseth. WISŁA: Marcel Łubik - Julian Lelieveld, Alan Uryga, Maxence Maisonneuve, Jakub Krzyżanowski (89 Rafał Mikulec) - Frederico Duarte (86 Elie Youan), Julius Ertlthaler, Kacper Duda (71 James Igbekeme), Marko Bożić (72 Maciej Kuziemka) - Angel Rodado, Jordi Sanchez. Żółte kartki: Liseth, González - Ertlthaler, Duda, Uryga, Maisonneuve. Czerwona kartka: Liseth (56. minuta, za drugą żółtą). Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław). Widzów: 27.659. |