KORONAWIRUS

koronawirus
Smerfy: Misja Złoliść. Kto się nie boi Gargamela, niechaj zaraz idzie grać Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    piątek, 19 listopada 2021 11:58

 

smerfy000.jpgRECENZJA Czarnoksiężnik Gargamel, jeden z najczarniejszych czarnych bohaterów niejednego dzieciństwa, znów coś knuje. Tym razem - nie w serialu lub filmie, ale w grze komputerowej - próbuje dopaść biedne smerfy z pomocą trującego chwastu złoliścia, który ku ich zgubie w błyskawicznym tempie infekuje świat. Na szczęście nasi bohaterowie też nie są bezbronni (Pracuś właśnie skonstruował smerfizer) i wespół w zespół wypierają truciznę ze swej wioski, przechodząc z czasem do ofensywy. Wszystko kończy się sfermastycznie, ale – hola – nie tak szybko! Smerfy: Misja Złoliść to ekscytujące zajęcie na 10-15 godzin.


Bo choć w tę grę mogą zabawiać się już najmłodsi (wydawca zadbał o polską, dubbingową wersję językową!), wcale nie mamy do czynienia z jedynie naiwną rozgrywką, lecz przygodą, która zainteresuje osobę w każdym wieku. Owszem, jej początek dorosłego gracza może zrażać infantylizmem z racji przesłodzonych dialogów (dzieci będą jednak jednak je chłonąć z rumieńcami na twarzy), ale z czasem jest mniej gadania, a więcej tego co smerfy lubią najbardziej: eksploracji i potyczek. Wpadając w wir wydarzeń można się zagubić, niemniej gra ciągle pamięta o graczu, wyznaczając mu pożądany kierunek, by ten nie tracił z horyzontu głównego celu. O ile zagadek jest jak na lekarstwo, to nie brakuje ćwiczeń zręcznościowych. Tu niezbędny okazuje się być nasz główny oręż – smerfizator, który możemy rozwijać, by już nie tylko nim pylić w kierunku zainfekowanych roślin leczniczą substancję, ale i z jego pomocą latać na krótkie dystanse, wykonywać doładowane skoki, zasysać ładunki do miotania itd. - to w odpowiednim czasie urozmaica naszą przygodę, czyniąc ją nieustająco frapującą. Każde udoskonalenie narzędzia zachęca nas też do powrotu do odwiedzonych już miejsc, by dzięki nowym właściwościom sprzętu wreszcie zdobyć przestrzenie wcześniej dla nas niedostępne.


smerfy001.jpg

 Jednorazowo kierujemy jedną z czterech postaci (Osiłek, Ważniak, Łasuch, Smerfetka), a niektóre lokacje wymagają więcej niż jednej próby (na szczęście punkty zapisu gry są rozmieszczone często i gęsto) i to właśnie sprawia, że Smerfy nawet dla zaprawionego gracza, na swym trudnym poziomie, bywają wyzwaniem. Dotyczy to zwłaszcza chwil, gdy musimy konfrontować się z osławionym Gargamelem (wielkim nieobecnym gry jest jednak jego czworonożny druh, Klakier), z którym na szczęście nie walczymy, ale możemy zostać przez niego pochwyceni. Ten etap sprawia trudność także tym, że zmienia się perspektywa rozgrywki na klasycznie platformową. Zresztą właśnie ustawienie kamery to jedyna część, która czasem w tej grze zawodzi i powoduje u gracza dezorientację podczas walki. Pojedynki bywają zaś dynamiczne, bo i wykaz przeciwników i repertuar ich zagrywek jest wystarczająco urozmaicony.

smerfy012.jpg

Gra pomyślana jest jako rozgrywka indywidualna, ale świetnie sprawdza się także jako zabawa w duecie, bowiem drugi gracz może asystować prowadzącemu rozgrywkę, jako robocik (właściwie smerftroniczna machina latająca) i wspierać go w walce, rzucając wybuchające nasiona, a nawet wyskakiwać w trudniej dostępne miejsca. 

Grę w wersji na playstation 4 udostępnił nam jej wydawca - Koch Media. W Smerfy: Misję Złoliść można także grać na pecetach (windows), xbox one, switchu, zaś 2 grudnia do sprzedaży wejdzie także wersja na playstation 5

 
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA