|
OPIEKA NAD ZWIERZĘTAMI. Nim jeszcze w całej Polsce zrobiło się głośno o nieprawidłowościach w bytomskim schronisku dla bezdomnych zwierząt, zabrzański radny Marian Rau zgłosił podczas sesji Rady Miasta, by w trosce o dobrostan czworonogów i ich opiekunów, stworzyć w naszym mieście szpitalny oddział ratunkowy dla zwierząt domowych, powołać rzecznika praw zwierząt, a nawet utworzyć cmentarz dla nich (taki właśnie funkcjonuje przy bytomskim schronisku). W reakcji na to prezydent Kamil Żbikowski przekazał, że gmina już prowadzi rozmowy na temat stworzenia nekropolii dla czworonogów, aczkolwiek zastrzegł, iż musi to być inwestycja samofinansująca się z opłat użytkowników. Tymczasem wystąpieniem radnego wprost zszokowana była Danuta Mikusz – Oslislo, prezes krajowych, ale przede wszystkim także zabrzańskich struktur Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które to prowadzi w naszym mieście schronisko z wielkim powodzeniem.
– Uprzejmie proszę o rozważenie powołania, wzorem innych miast, rzecznika praw zwierząt, SOR-u dla zwierząt oraz cmentarza dla zwierząt. W tym celu można by było wykorzystać dawne schronisko w Biskupicach. Zdaję sobie sprawę z tego, że takich projektów nie da się zrealizować z dnia na dzień i od razu ale myślę, że warto by się zastanowić na spokojnie i spróbować pozytywnie podejść do tego rodzaju propozycji radnych – stwierdził radny Rau zwracając się do prezydenta miasta.
(…)
Skąd wspomniany sceptycyzm szefowej krajowych struktur TOZ i zarazem rodowitej zabrzanki?
– Niestety, ale pan radny swym wystąpieniem pokazał, że nie orientuje się w specyfice tematu, który poruszył. Szkoda, że wcześniej nie próbował zapytać mnie o zdanie to bym mu wyjaśniła kilka kluczowych kwestii. Przede wszystkim żaden rzecznik praw zwierząt nie jest w naszym mieście potrzebny, bo od wielu lat z powodzeniem bardzo podobne zadania wykonują – umocowani ustawowo - nasi społeczni inspektorzy TOZ, którzy w porozumieniu ze schroniskiem przeprowadzają dziesiątki i setki interwencji tam, gdzie zachodzi podejrzenie znęcania się nad zwierzętami. A jeśli trzeba, prosimy o wsparcie policję, straż miejską, zawiadamiamy także prokuraturę w tych najbardziej drastycznych przypadkach. Gdzie zatem jest tu potrzeba na powoływanie rzecznika praw zwierząt? – dziwi się Mikusz-Oslislo, ceniona i nagradzana także na forum międzynarodowym orędowniczka opieki nad psami czy kotami oraz inicjatorka wielu edukacyjnych przedsięwzięć prozwierzęcych w mieście.
Podobnie nie rozumie ona postulatu tworzenia z pieniędzy miasta SORu dla zwierząt. Jak wskazuje, za dnia jest do dyspozycji wiele gabinetów weterynaryjnych z powszechną dostępnością. Natomiast w nocy i w weekendy oraz święta, usługę taką od dawna prowadzi jeden z nich u zbiegu ulic Wolności i Słowackiego. Są to z oczywistych względów kosztowne porady i diagnostyki, dlatego zabrzanie sięgają po nie niezwykle rzadko i w sytuacjach faktycznie pilnych. Miasto nie ma natomiast podstaw by wykładać publiczne pieniądze na leczenie zwierząt mających swych właścicieli. Podobnie jak to nie miasto prowadzi i utrzymuje np. nocne apteki. Natomiast bezdomne czworonogi trafiające do schroniska mają zagwarantowaną całodobową opiekę weterynaryjną w razie każdej pilnej potrzeby.
- W kwestii cmentarza dla zwierząt nie będę oczywiście wchodzić w kompetencje władz miejskich. Jest to postulat sam w sobie godny uszanowania. Ze strony schroniska mogę tylko dopowiedzieć, że z uznaniem przyjmiemy każdą prywatną firmę, która na zasadach komercyjnych takie miejsce stworzy i będzie nim profesjonalnie zarządzać. Natomiast chcę jasno powiedzieć, że my jako TOZ skupiamy się w stu procentach na pomocy zwierzętom żywym i to jest nasz absolutny priorytet. Nie widzę też możliwości, aby pracownicy schroniska odpowiedzialni za opiekę nad setkami zwierząt sami prowadzili taką nekropolię. Nie mamy ku temu ani środków, ani możliwości osobowych, a umowa z miastem jest tak skrojona, by nie przeciążać budżetu gminy i sami jeszcze do tego dokładamy swoje dodatkowe zaangażowanie i środki zewnętrzne. Zresztą nawet statut nam nie pozwala na prowadzenie działalności zarobkowej. Wiemy bowiem doskonale, jak nieraz kończy się zarabianie na ochronie zwierząt – podkreśla szefowa TOZ.
I w tym kontekście najlepszy jest przykład Bytomia. Tam zarządca schroniska prowadził jednocześnie także cmentarz. Jak to się skończyło, cała Polska niedawno zobaczyła na własne oczy, a tamtejsze władze miejskie znalazły się w ogromnym kłopocie, także wizerunkowym. Być może jednak prezydent Zabrza rozważa inne rozwiązanie, np. powierzenie tego zdania jakiejś spółce miejskiej lub jednostce. (…)
POWYŻSZA PUBLIKACJA JEST FRAGMENTEM OBSZERNEGO ARTYKUŁU, KTÓRY W CAŁOŚCI DOSTĘPNY JEST W AKTUALNYM WYDANIU GŁOSU POD LINKIEM
https://eprasa.pl/5,18d22ee281 |